W okresie Wielkanocnym, zamiast modlitwy Anioł Pański, odmawiamy: Wesel się, Królowo miła! Częściej nawet słowa tej modlitwy śpiewamy. Maryjo, wesel się! Któraż z matek nie przeżywa radości, gdy jej dziecko po ciężkiej chorobie wraca do zdrowia. Ogromny ból napełnia serca rodziców: ojca czy matki, kiedy ich dziecko umiera. To cierpienie jest o wiele większe u matki, niźli u ojca. Wynika ono z wyjątkowej bliskości – to ona go nosiła w swoim łonie. Rodziła niejednokrotnie w bólu i cierpieniu. Karmiła swoim mlekiem. Wiele więcej poświęciła mu czasu w niemowlęctwie i dzieciństwie niż jej mąż. Śmierć syna czy córki dla matki jest o wiele boleśniejsza niźli odejście jej męża czy rodziców.

Przed kilkoma tygodniami byłem na pogrzebie 55 letniego nie ożenionego syna mieszkającego z 80-letnią matką. Pamiętam, jak przed 25 laty chowałem tragicznie zmarłego jej męża. Kiedy po uroczystościach pogrzebowych syna rozmawiałem z matką – byłem mocno zaskoczony, jak ona wyznała. „Nie da się porównać bólu po stracie dziecka z bólem po stracie męża. To przecież był mój syn. Męża bardzo kochałam, bardzo mi go brakowało w późniejszym życiu. Odejście jednak syna to krwawiąca rana.” Wtedy poznałem różnicę w skali uczuć. Na tym miejscu wspominam wielkie cierpienie matek, które przeżywały poronienie. To przecież było jej dziecko, które nagle zostało wydalone z jej organizmu. To ogromna trauma w życiu ciężarnej kobiety. W takich tragicznych momentach poznajemy wielkość macierzyństwa. Jej godność i odpowiedzialność.

Cieszy się matka rozwojem i sukcesami tego, którego nosiła pod swoim sercem przez 9 miesięcy. Jak swoje przeżywa zwycięstwa lub klęski swojego dziecka. Sukcesy czy porażki w okresie dziecięcym, młodzieńczym, czy dorosłym bardzo ją ubogacają, albo też okaleczają. Udane małżeństwo syna czy córki, zdrowe, dobre wnuki są radością jej życia. Niejednokrotnie w długim swym kapłańskim życiu byłem świadkiem łez i wstrząsającego szlochu matki z powodu rozbitego małżeństwa swych dzieci czy też ich odejścia od Boga i Kościoła.

Dobrze są znane te różnorakie doznania matek. Odczuwała je również Matka Najświętsza. Doświadczyła prawdziwości słów zasłyszanych przy ofiarowaniu Syna w świątyni, iż On jest postawiony na powstanie i upadek wielu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. Z tego powodu doznawała niewymownego bólu. Zasłyszane słowa Symeona w świątyni, że twą duszę miecz przeniknie były częstym jej przeżyciem. Widziała, jak ludzie garną się do Jej Syna i głośno mówią: „Nikt tak nie przemawiał, jak ten Nauczyciel z Galilei.” Ale też dochodziło do Jej uszu złośliwe twierdzenie: „Twarda jest ta mowa i któż jej może słuchać.” Była niemym świadkiem potwornego cierpienia Drogi Krzyżowej i śmierci swego ukochanego Syna. Kiedy zobaczyła Zmartwychwstałego z radości serce chciało rozerwać jej pierś.

Raduj się, Królowo miła, bo Twój uśmiercony Syn – żyje.

W tym tak bardzo uroczystym dniu modlę się za rodziców, ojców i matki, by Bóg obdarowywał ich dzieci, tak małe jak i dorosłe, wszelkimi dobrami potrzebnymi w ich rozwoju i nieustannie chronił ich od nieszczęść. By w swoim młodym i dorosłym życiu rozwijały więź z ludźmi, a także z Bogiem i Kościołem. Modlę się do Zmartwychwstałego by nieustannie pomagał naszym parafianom, by życie Boże wypełniało ich codzienne życie, bo tylko taka postawa jest źródłem radosnego przeżywania kolejnych dni, miesięcy i lat.

 

Ks. Infułat

Przeczytaj więcej