Choć już minęło kilka tygodni od kolędy to w myślach i w modlitwie wciąż do niej wracam. Zastanawiam się, jakie to były tegoroczne drogi kolędowe? Z radością wracam do wędrówki podobnej do Maryi podążającej do Elżbiety. Radosne spotkanie dwóch kobiet. Obydwie miały sobie dużo do powiedzenia. Były przepełnione tajemniczym działaniem w ich życiu. Słuchały z ciekawością swych wynurzeń. Chwaliły Pana, że obdarzył Je wyjątkowym powołaniem.
Moje drogi kolędowe do wadowickich rodzin najczęściej przypominały dom Elżbiety w Ain Karim. Z określoną rodziną mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Wzajemnie przekazywaliśmy sobie przeżyte doświadczenia Bożych tajemnic, które nas dotknęły. W takich rodzinach chciałoby się siedzieć jak najdłużej. Tak jak Maryja u Elżbiety była aż sześć miesięcy.
Jednak jak Jezus wieszczący Ewangelię obchodził różne galilejskie miejscowości – tak kolędujący kapłan podąża z ministrantami do dalszych domów. Pragnie nawiedzić kolejne rodziny.
Niejednokrotnie zasmakuje trudnej drogi Józefa podążającego z brzemienną Maryją do Betlejem – miejsca narodzin Jezusa Chrystusa. Puka i oczekuje na otwarcie mieszkania, aby mógł przenocować. Ze smutkiem dowiaduje się, że nie ma w tym domu dla Niego miejsca. Z różnych przyczyn, w tym roku, brak miejsca na kolędę w tej rodzinie. Wciąż głównym powodem jest ogromne zagonienie. Kolęda to jakiś kłopot. Trzeba się oderwać od swych zwykłych zajęć. Należy się zająć księdzem. To niepotrzebny balast jaki i w tak przepełnionym różnymi zajęciami i sprawami wypełniony jest kolejny dzień. Zagoniony człowiek. Obciążony. Widać to zwłaszcza w młodych małżeństwach. To u nich najczęściej są drzwi zamknięte. To do nich jest wstęp wzbroniony. Przed wiekami w rodzinach betlejemskich zabrakło miejsca dla rodzącego się Jezusa i teraz, choć tyle lat minęło od tamtych biblijnych wydarzeń, również w niektórych rodzinach wadowickich nie ma ani czasu, ani miejsca na sprawy religijne. Wystarczy wspomnieć, że jedna trzecia rodzin wadowickich kolędy nie przyjmuje. Z ogromnym smutkiem przyjmowałem zamknięte drzwi przed błogosławieństwem kolędowym. Nachodziły mnie w tym czasie słowa kolędy: „A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęków, katuszy – bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej człowieczej duszy.”
Wiemy, że w Betlejem, gdy przeminęły gorące dni spisu ludności, gdy już gospodarze ochłonęli z wiru zajęć związanych z obsługą podróżnych – wtedy mieli więcej czasu i jakby otrzeźwieli. Przyjęli do swego domu Boże Dziecię z Jego Matką i Józefem. Święta Rodzina przestała przebywać w grocie. Mieli możliwość wynajęcia mieszkania. Jestem również przekonany, że niejednokrotnie ci młodzi, gniewni i zabiegani z biegiem czasu duchowo dojrzewają. Uświadamiają sobie, że trzeba koniecznie uregulować sprawy z Bogiem, sprawy związane z Kościołem. Tak dalej nie da się żyć.
Jest też kolędowa droga, która uaktualnia zdarzenie, które przeżył Jezus wraz ze swymi rodzicami. Św. Józef usłyszał we śnie: „Weź Dziecię i Jego Matkę i uciekaj, bo życie Jezusa jest w niebezpieczeństwie.” Uchodzi przed Herodem do Egiptu. Odwiedzający rodzinę kapłan musi niejednokrotnie opuszczać ten dom, bo tam za długo zabawił – niejednokrotnie z powodu poczęstunku lub też z przyczyny, iż wywiązała się przedłużająca dyskusja. A może chcąc nawracać tę rodzinę poświęcił jej zbyt dużo czasu – zapomniał, że inne rodziny czekają. Z niecierpliwością oczekują. Oni też mają prawo do omówienia z kapłanem swoich rodzinnych spraw. Trzeba w takich sytuacjach usłyszeć wewnętrzny głos: „Uchodź do dalszego domu. Za długo w tej rodzinie nie siedź.” Podczas kolędy każdemu kapłanowi potrzebna jest szczególna roztropność: w której rodzinie trzeba dłużej, a gdzie krócej. Idź dalej i miej czas dla dalszej rodziny, aby wysłuchać, doradzić, a nade wszystko modlić się w ich intencjach.
Kolędowe dróżki są radosne, bolesne, a także chwalebne. Nie są też pozbawione tajemnic światła, dzięki którym tak parafianie, jak i kapłan stają się ludźmi bardziej światłymi w sprawach Bożych i ludzkich.

Ks. Infułat

Przeczytaj więcej