Niejednokrotnie słyszę to pytanie od kolegów księży, jak również od parafian. Jak się księdzu chodzi po rodzinach naszych? Co zauważa? Przecież ksiądz już tak długo jest w Wadowicach. A ja potwierdzam. To już 21 kolęda po domach wadowickich. Czy to długo? Powiem wam, że nie mam odczucia wydłużającego czasu. Zawsze miałem wrażenie, że czas bardzo się dłuży, gdy na coś czekamy. Wydłuża się, gdy cierpimy. Na pewno czas się wlecze w dzieciństwie i w młodości. Natomiast w dojrzałym, a tym bardziej w podeszłym wieku, to koniecznie trzeba zacytować piosenkę: „Jak szybko mija życie, jak szybko mija czas.” Piosenka ta oddaje w pełni sens tego okresu.
Mój 21-letni pobyt w parafii wadowickiej przeminął jak z bicza strzelił. Bóg pozwolił mi przeżyć w tym czasie historyczną pielgrzymkę św. Jana Pawła II, podczas której został ukoronowany obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Miałem również możliwość kilkakrotnie z parafianami pielgrzymować do Watykanu. Byłem z wami podczas choroby naszego świętego Rodaka. Uczestniczyłem również w Watykanie w Jego pogrzebie. Brałem udział z naszymi w inauguracji pontyfikatu Benedykta XVI w Rzymie. Witałem Go w maju 2006 roku w Wadowicach. Ileż to było przeżytych, wspaniałych uroczystości. Pomogło mi w tym organizowanie licznych pielgrzymek. Ta – na Światowych Dniach Młodzieży w Brzegu w 2016 roku bardzo zapadła mi w pamięć i w serce.
Szybko mijają chwile, a także dni tygodni i lata. Wtedy, gdy Bóg obdarza człowieka dobrymi ludźmi. Również i teraz, gdy już od ośmiu lat jestem na emeryturze. Bardzo sobie cenię, że dzięki życzliwej postawie obecnego ks. Proboszcza – ks. Stanisława Jaśkowca, jak i wikariuszy, mogę służyć swoją duszpasterską pomocą.
Przez 21 lat przybywam z błogosławieństwem kolędowym do rodzin wadowickich. Czy przez ten czas zmieniło się oblicze Wadowic? Na lepsze, czy na gorsze? Mogę powiedzieć, że z pewnością moje oblicze się zmieniło. PESELU nie da się przeskoczyć. On wyznacza zmiany także na twarzy. Posuwanie się wieku jeszcze łatwiej zauważyć u drugiego. Czasami nawet u siebie tak jasno się nie dostrzega, jak u ludzi, z którymi się spotykam. Właśnie dlatego, gdy chodzę po kolędzie, dostrzegam prawo starzenia się. Tym bardziej, że taki jest w naszej parafii mechanizm kolędowy, która podzielona jest na pięć rejonów, ponieważ pięciu kapłanów idzie z błogosławieństwem – to gdy po pięciu latach nawiedzam rodziny – widzę jak małe dzieci szybko podrosły, a dojrzali weszli w jesień swego życia. U siebie trudniej jest dostrzec przemijanie. Drugi człowiek jest doskonałym, przejrzystym lustrem, że szybko mija czas.
Dostrzegam po kolędzie fizyczne dojrzewanie, a duchowe, wewnętrzne? Nie jest łatwo osądzać. Ona z taką natarczywością nie rzuca się w oczy. Tylko po wypowiedziach domowników można coś powiedzieć. Wiem, że nie można jednoznacznie osądzać różnych grup wiekowych. Dlatego nie chcę pisać, że młodzi ludzie odchodzą od wiary. Wychodzą z Kościoła. Nie chcę powiedzieć, że Kościół opiera się tylko na ludziach starszych. Nie da się tych spraw wpakować do jednego worka. Są bardzo wierzący ludzie młodzi, ale też odnajduję obojętnych na Boga i Kościół ludzi starszych. Linia podziału nie biegnie przez wiek, lecz przez trwałą wewnętrzną pracę nad powiązaniem swego życia z Bogiem, z Kościołem.
Kolęda uczy mnie dużej ostrożności w wypowiadaniu opinii o postawach religijnych naszych parafian.

Ks. Infułat

Przeczytaj więcej