Przed 40 laty stałem w tym uroczystym dniu – inauguracji papieskiej na placu św. Piotra w Watykanie. Po raz pierwszy patrzyłem na naszego ukochanego Kardynała krakowskiego jako Papieża. Słuchałem Jego mocnej homilii, której sednem była myśl: „Nie lękajcie się Chrystusa. Otwórzcie się na przyjęcie Jego Ewangelii. Odważcie się iść z Nim przez wasze życie. On ma moc uczynić wasze bytowanie na ziemi sensowne. Końcem jego będzie wieczne szczęście z Chrystusem.”

Homilia inauguracyjna stała się wytyczną pontyfikatu Jana Pawła II. Przez prawie 27 lat w 105 pielgrzymkach do różnych krajów głosił św. Jan Paweł II aktualność Ewangelii. Uświadamiał ludziom, że Syn Boży, który przed przeszło 2 tys. laty stał się Człowiekiem wciąż chce żyć wśród ludzi, na tej ziemi. Pragnie być z człowiekiem w doczesności i wieczności.

Dostrzegamy, jak przez całe wieki Chrystus jest znakiem sprzeciwu. Dla chrześcijaństwa nie było takiego okresu, który mógłby się zwać złotym wiekiem, w którym by chrześcijaństwo bez przeszkód się rozwijało. Wciąż prześladowany. Od zewnątrz i wewnątrz. Było ono zamierzone przez polityczne władze. Innym razem zmaganie o wierność Chrystusowi było spowodowane wysiłkiem dnia codziennego, by żyć w wierności Chrystusowi. Tak jest obecnie w naszej Ojczyźnie, a tym bardziej w Europie, dlatego zauważamy jak w ostatnim dwudziestoleciu ten kontynent poganieje. Przyczynia się również do tego wędrówka ludzi islamu z Afryki i Azji.

Problem misji wśród ludów europejskich jest bardzo aktualny. To nie jest nawracanie krajów pogańskich, ale o wiele trudniejsze ożywianie wiary, która zamiera. Wciąż aktualne jest pytanie, co robić, żeby ci, co wczoraj wypełniali świątynię w niej dalej pozostali?

Z tym problemem zmagamy się również w naszej Ojczyźnie. Jak podejść do dzieci, a zwłaszcza do młodzieży, żeby kochała swoje miejsce w kościele. Żeby dostrzegała potrzebę życia z Chrystusem na co dzień.

W Rzymie obradujący obecnie Synod z tym problemem się zmaga. Myślę, że dezercja ludzi młodych z Kościoła to nie jest tylko jej problem. Będąc w Wadowicach przez 20 lat widzę, ze jeśli w rodzinach ojciec i matka traktują na serio przykazania Boga, mają potrzebę wyznawania wiary na co dzień – to ich dzieci żyjące w takiej atmosferze również tym powietrzem oddychają. Wszystko się rozpada, gdy rodzina jest rozbita, gdy dla rodziców sprawy religijne są drugorzędne. W takiej sytuacji dzieci tym większy przeżywają kryzys wiary, która kończy się pożegnaniem na nieokreślony czas Kościoła, Boga i wiary.

Wiara u każdego człowieka jest wciąż zagrożona. Dbanie o jej rozwój to zadanie każdego. Tym problemem muszą się zwłaszcza trapić tak księża, jak i rodzice. Powinny się przejąć wszyscy ci, którzy mają wpływ na dzieci i młodzież. Tak nas uczył nasz Wielki Rodak, Święty Jan Paweł II.

 

Ks. Infułat

Przeczytaj więcej