Podczas wakacji – przechodząc się po rynku – oglądałem wzruszającą wystawę złożoną z 18 plansz o chorych dzieciach. Patrzyłem na ich buzie, a zwłaszcza urzekł mnie ich wzrok. Pełne wyrazu oczy chorych dzieci długo nosiłem w swoich myślach. Oczy, które szukają miłości – oparcia. Dziecko, zdrowe czy chore, zawsze potrzebuje opieki. Naturalnymi opiekunami są rodzice – ojciec i matka. Tak Boża wszechmoc urządziła, aby z woli ojca i matki poczynało się dziecko. Do pełnego rozwoju człowieczeństwa zawsze potrzebni są rodzice i Bóg. W ramach tej trójcy ziemsko-niebieskiej może w pełni się rozwinąć. Różne środowiska, a zwłaszcza szkoła i Kościół mogą tylko pomóc. Czasami są w stanie zdeprawować.

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Dzięki Bogu polskie szkoły są otwarte na ludzi i Boga. Nauka i wiara mogą bez przeszkód wnikać w jej mury. To jest wielkie dobrodziejstwo naszych wolnych czasów. Przez wiele lat zniewolenia komunistycznego społeczeństwo polskie walczyło by mury szkolne otworzyły się na religię, na Boga. Dzięki niezwykłemu zrywowi Solidarności, który zatrząsł posadami narzuconej władzy, instytucje państwowe otwarły się na religię. To jest wielkie udogodnienie tak dla rodziców, dzieci i katechetów. W naszych czasach, w Polsce są bardzo dobre warunki przekazywania nauki o Bogu w zakładach publicznych. Odnosi się to również do szkół. Jest w nich miejsce na naukę religii, jak dla każdego innego przedmiotu.

Wydawać się może, że te nowe, korzystne warunki staną się okazją, aby Kościół polski przeżył swoją wiosnę. Tak się jednak nie dzieje. Dostrzegamy, że niejednokrotnie dzieci i młodzież solidnie uczęszczająca na katechizację szkolną przestaje chodzić na msze św. i do spowiedzi. Niejednokrotnie katechizacja szkolna nie przekłada się na praktykę religijną.

Podczas wakacji często spotykałem pięciu chłopców z wadowickiej szkoły podstawowej, którzy na rowerach jeździli po płycie rynku i wokół kościoła. Kiedyś zapytałem ich, czy jeżdżąc wokół kościoła, wstępujecie do wnętrza naszej świątyni, aby się pomodlić. Byłem zdruzgotany ich szczerymi wypowiedziami. Tylko jeden z nich mówił, że chodzi w niedziele z rodzicami na msze św. Inny uczeń z klasy V oświadczył, że był w kościele na mszy św. do pierwszej komunii św. Trzej z nich wywinęli się i oświadczyli, że w niedziele nie mają czasu chodzić na msze. Drążąc ten temat zapytałem, czy mieszkając blisko naszej świątyni – kto z ich rodzin idzie na msze. Usłyszałem bardzo wymijające odpowiedzi.

Dziecko odzwierciedla postawę swoich rodziców. Oni są żyzną glebą dla rozwoju wiary swych latorośli, albo też są cierniami zagłuszającymi ziarno wiary posiane podczas chrztu.

W ostatnich dniach sierpnia przeglądałem księgę chrztów naszej parafii. Ostatni rocznik. Z przerażeniem skonstatowałem, że na 91 chrztów, które dotychczas w bazylice udzielono, rodziców którzy mają sakramentalne małżeństwa było 48, ze związków cywilnych 11, związków partnerskich 31. W sumie 48 małżeństw nowoochrzczonych dzieci mogło iść do komunii św., a 42 było przeszkodzonych. Przy chrzcie dzieci rodzice usłyszeli, że to oni proszą o wielki dar wiary dla swoich pociech. Przyjęli też ze zrozumieniem pouczenie Kościoła, że prosząc o chrzest dla dziecka przyjmują obowiązek wychowania go w wierze. Ksiądz ich wtedy zapytał: „Czy jesteście świadomi tego obowiązku?” Odpowiedzieli – tak, jesteśmy świadomi.

Młodzi, którzy w ogromnej liczbie przyszli na mszę św. na rozpoczęcie roku szkolnego – w ciągu roku tylko jakiś procent z nich uczęszcza we mszy św. niedzielnej. Ze smutkiem obserwuję, że młodzi nam coraz bardziej poganieją. Dzieje się to dlatego, że starsi nie dają swoim dzieciom czytelnego świadectwa żywej wiary.

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Także twórczego rozwoju wiary. Serdecznie apeluję do rodziców, żeby podjęli wysiłek pokornego proszenia Jezusa: „Panie, przymnóż nam wiary.”

 

Ks. Infułat

 

Przeczytaj więcej