Ostatnie, lipcowe pielgrzymowanie po krajowych, maryjnych sanktuariach dostarczyło mi wiele nowych przemyśleń. Oprowadzający nas przewodnicy z ogromną umiejętnością ukazywali nam piękno osób, które przyczyniły się do powstania świętych miejsc.

Któż mógłby pomyśleć, że zakonnikowi o jednym płucu, wciąż zmagającym się z gruźlicą – o. Maksymilianowi Kolbe – Bóg powierzy zadania budowy polskiego i japońskiego Niepokalanowa, którego głównym celem było szerzenie czci Matki Bożej. Ten chuderlawy franciszkanin, często przebywający w sanatoriach przeciw gruźliczych – będzie umierał w bunkrze głodowym w Oświęcimiu jako ostatni. Obarczony różnymi chorobami – okaże się najbardziej wytrzymałym wśród 11 skazanych na śmierć głodową. Stając w Niepokalanowie oko w oko z niepojętymi dziełami św. Maksymiliana dumałem o niezbadanych wyrokach Opatrzności Bożej.

W lipcowym pielgrzymowaniu odwiedziliśmy słynny zakład dla ociemniałej młodzieży w Laskach. Założycielką tego cudownego dzieła była ociemniała córka pochodząca z zamożnej, wykształconej rodziny – Róża Czacka. Pękało z bólu serce rodziców, gdy dostrzegali, że ich ukochana córeczka coraz bardziej traci wzrok. Szukali ratunku u największych sław medycznych. Stać ich było, byli bardzo zamożni. Młoda Róża rosła w smutnej atmosferze, żalu do Boga. Przeszła jednak cudowną przemianę. Dzięki Bożym natchnieniom uświadomiła sobie, że Stwórca powołuje ją do tego, by jej kalectwo stało się źródłem, z którego będzie tryskała siła dla innych niewidomych. Bardzo zdolna i dobrze zorganizowana – wykształciła się by nieść fachową pomoc tym, którzy nie widzą. Cudowne Laski – dzieło kobiety Róży Czackiej, która założyła Zakon Franciszkanek od Chrystusa Konającego opiekującego się Laskami. Atmosfera tego miejsca jest wyjątkowa. Przeszło 80 ha ziemi, na którym pobudowane budynki służą temu dziełu. Urzekający jest także miejscowy cmentarz. W swej ogromnej prostocie – bez żadnych pomników – z posadzonymi polnymi kwiatami mobilizuje do refleksji.

Trzecią osoba, która mnie na tym pielgrzymim szlaku urzekła to ks. Eugeniusz Makulski. Jest już emerytem. Gdy patrzę na jego dzieło – sanktuarium licheńskie – doświadczam niezwykłego Bożego działania w tym człowieku. Do małej wioski leżącej kolo Konina został przez przełożonych wysłany ks. Eugeniusz, który niedawno ukończył wydział polonistyczny na KUL’u. Ten młody polonista mógł się pytać: Czy po to kończyłem uniwersytet, by duszpasterzować w tej oddalonej od świata wioseczce. A jednak stało się – swój talent spożytkował na tym miejscu, by rozwinąć kult Matki Bożej Licheńskiej, którą nazwał Bolesną Królową Polski. W sposób tylko jemu właściwy nawiązał kontakt listowny z tysiącem Polaków. Wysyłał im pisane przez siebie broszury o historii maleńkiego obrazu, który przedstawia Panią licheńską. Gromadził do swej maleńkiej parafii setki, a później tysiące pielgrzymów z całej Polski. Liczna obecność dodawała mu skrzydeł. Zaczął snuć plany budowy takiej świątyni, która mogłaby pomieścić tysiące pielgrzymów. I tutaj dostrzegam niepojęte zabliźniaczenie kustosza Lichenia ze Świętym Twórcą Niepokalanowa. Św. Maksymilian pragnął cały świat rzucić pod stopy Jezusa Chrystusa za przyczyną Jego Matki. Wszystko dla Maryi. Dla Niej poświęcił swoje życie. Św. Franciszkanin szerzył kult Maryi bardziej od strony wewnętrznej. Natomiast Marianin, ks. Eugeniusz Makulski był przekonany, że Najświętsza Maryja godna jest, by zbudować dla Niej największą w Polsce świątynię. Stając przed frontonem bazyliki licheńskiej podziwiam jej ogrom. Największy kościół w Polsce i jeden z największych w Europie i świecie. W kolosalnej świątyni znajduje się mały, ukoronowany obraz Matki Bożej Licheńskiej, Bolesnej Królowej Polski.

Klęcząc w tym gigantycznym kościele – uświadamiam sobie – co potrafi zrobić zwykły zakonnik, który całkowicie poświęcił się Maryi. Śmiało mógł wyśpiewać zwrotkę z hymnu uwielbienia Maryi: „Wielkie rzeczy uczynił Pan poprzez moją posługę.”

Nakreśliłem w tych wspomnieniach pielgrzymkowych trzy osoby, które mocą Bożą dokonały niezwykłych dzieł. Jestem przekonany, że Bóg dalej obdarowuje każdego z nas swymi łaskami. Bylebyśmy byli ochotni otworzyć się na nie.

 

Ks. Infułat

Przeczytaj więcej