Leon Wyczółkowski, autor najsłynniejszego obrazu przedstawiającego Brata Alberta, wspomina: „Raz niespodziewanie, po balu w Pałacu Pod Baranami, zmusił Chmielowski całą naszą gromadę, by jeszcze we frakach pojechać do przytuliska dla nędzarzy. Kiedy panowie dotarli na miejsce przeraził nas następujący obraz: w niskiej, brudnej izbie chwycił nas za gardło zaduch wyziewów ludzkich. W tym odrażającym wnętrzu wałęsały się, wylegiwały po tapczanach, ponure postacie złoczyńców, przebywających chwilowo poza więzieniem, lub schorzałych starców i kalek, gnijących prawie w brudzie. Mieliśmy przed oczami kłąb łachmanów. Łachmany ludzkiej egzystencji. Nad unoszącym się tam smrodem, miedzy alkoholikami, prostytutkami, kalekami i starcami, panowie usłyszeli szept Adama Chmielowskiego: „Tu trzeba wśród nich zamieszkać. Trzeba z biedakami być, dzielić z nimi życie, żeby obecnością ratować ich człowieczeństwo.”

Wizyty duszpasterskie w okresie Bożego Narodzenia zrodziły się z potrzeby: „Dobry Pasterz zna swe owce i one Go znają.” Jak przed laty Adam Chmielowski słyszał szept swego sumienia: „Trzeba byś ty wśród biedaków zamieszkał, bo inaczej ich nie poznasz, nie będziesz mógł w pełni im pomagać” – tak nas kapłanów mobilizuje powinność pasterska – pójść do domów naszych parafian, by ich poznawać.

Pierwsi uczniowie pytali Jezusa Chrystusa: „Gdzie mieszkasz?” On im odpowiadał: „Chodźcie i zobaczcie”. Poszli i zobaczyli mieszkanie Jezusowe. Ewangelista kończy opis tego zdarzenia: „I pozostali przy Nim.” Jest takie porzekadło: „Pokaż mi, jak mieszkasz, a ja ci powiem kim jesteś.” Odwiedzając czyjeś mieszkanie można dużo powiedzieć o jego mieszkańcach. Wiele można opowiedzieć o naszych parafianach na podstawie ich domów i mieszkań. Na ogół trzeba stwierdzić, że mieszkańcy Wadowic nie cierpią biedy. Zauważany jest raczej dostatek. Chyba jak jest pijaństwo, choroba, czy duże lenistwo – wtedy jest inaczej. Widać, że ten dostatek wypracowany jest dużym trudem, zapobiegliwością, a nawet licznymi wyrzeczeniami. Niejednokrotnie w duszpasterzu rodzi się lęk, czy ta chęć, żeby mieć nie jest kosztem zaniedbania małżeństwa, rodziny, czy też samego zabieganego człowieka. Widzi się, jak chęć coraz bogatszego życia, cieniem odbija się na człowieku. Już nie ma czasu, ani sił na zajęcie się rodziną, czy też samym sobą. Nie ma czasu na pogłębienie swojego życia wewnętrznego. Jest zmęczony i często nieobecny, tak w domu jak i w kościele. Słyszę niejednokrotnie tłumaczenie, że dzisiaj inaczej nie da się żyć. Do wielu nie dochodzi, że taki styl życia może skutkować ruiną rodziny, małżeństwa, wiary, ale także i własnego człowieczeństwa.

Słuchając tych wynurzeń jestem przekonany, jak wielką mądrością muszą odznaczać się nasi parafianie, by kosztem troski o byt materialny nie zaprzepaścić dóbr duchowych, nie zrezygnować z wychowania religijnego swych dzieci. Trzeba dzisiaj dużej mądrości, by w świecie zabieganym, zgłodniałym różnych ułatwień życiowych nie zaprzepaścić żywego kontaktu z człowiekiem i Bogiem. Trzeba wielkiej mądrości dla rodziców by w wzrastających zajęciach dla dzieci – uczyć ich mądrego wyboru. Są rzeczy ważne i mniej ważne, a także nieważne. Są zajęcie potrzebne i mniej potrzebne, a także niepotrzebne. Dzień po dniu trzeba umieć wybierać.

Odwiedzając poszczególne rodziny powtarzam w duchu słowa piątej modlitwy eucharystycznej: „Uczyń mnie otwartym i pełnym gotowości wobec braci, których spotykam na mojej drodze, abym mógł dzielić ich bóle i strapienia. Radości i nadzieje oraz postępować razem na drodze zbawienia.”

ks. Infułat

Przeczytaj więcej