Kapłan na kolędzie odmawia piękną modlitwę: „Panie Jezu, niech wraz ze mną, Twoim sługą wejdą do tego domu stała szczęśliwość, zbożna pomyślność, pogodne wesele i trwałe zdrowie. Niech pierzchną stąd złe duchy. A to błogosławieństwo niech na zawsze pozostanie w tym domu.” Następnie kropi święconą wodą i daje do ucałowania Jezusa Ukrzyżowanego. To On jest źródłem mocy dla każdego wierzącego. Przypomnę tu zdarzenie z historii pierwotnego Kościoła opisane w Dziejach Apostolskich: „Przy świątyni codziennie kładziono sparaliżowanego, który prosił o jałmużnę. Gdy zobaczył Piotra i Jana również o nią ich poprosił. Lecz oni rzekli: Spójrz na nas, nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr, ale co mam, to ci daję. W imię Jezusa Chrystusa – chodź! I ująwszy go za prawą rękę podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach. Zerwał się, stanął na nogach i chodził.”

Na kolędzie spotykam dotkniętych niemocami duchowymi, materialnymi i moralnymi. Już im nie po drodze do Boga. Kościół omijają szerokim łukiem. W rodzinie się nie rozumieją. Czują, że się od siebie oddalają. Słucham tych gorzkich żali  modląc się i prosząc, by w imię Jezusa Chrystusa stanęli na nogi i chodzili i zaczęli z powrotem odkrywać w swoim życiu wartość i potrzebę współmałżonka, a także konieczność spowiedzi, komunii św., modlitwy i mszy św. niedzielnej. W takich trudnych sytuacjach mówię do nich, że najłatwiej to burzyć i rozwalać. Stawiać, budować i tworzyć – na to trzeba mądrości, odwagi i siły oraz mocy Bożych.

Błogosławieństwo kolędowe jest uaktualnieniem słów Bożych czytanych  podczas mszy św. w Nowy Rok: „Tak oto macie błogosławić swemu narodowi – niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pani rozpromieni Swe oblicze nad tobą, niech cię obdarzy Swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze Swoje i nich cię obdarzy pokojem.”

Człowiek wierzący ma świadomość prawdziwości słów psalmu 127: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa nadaremnie. Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna jeśli Pan nie pobłogosławi.”

Wielokrotnie w swym życiu kapłańskim doświadczałem, jak chodząc po kolędzie domownicy prosili mnie, abym błogosławił i mocno pokropił ten pokój i kuchnię. Skarżyli się mówiąc: „Tak się nam nie wiedzie. Niech ksiądz błogosławi, by zło wyszło z naszego domu.”

W niektórych okolicach spotkałem się z dość dla mnie zabawną historią. W rodzinie były panny na wydaniu. Było w nich przekonanie, że która z nich pierwsza usiądzie na krześle, na którym ksiądz siedział podczas kolędy, ta w najbliższym roku wyjdzie za mąż. Przyznam się, że nie śledziłem skuteczności świadomości tamtych panienek. Nie wiem, czy to przekonanie zaowocowało pragnieniem, które nosiły w swoim sercu. 

Mocno jednak wierzę, że błogosławieństwo, którego udzielam podczas kolędy jest gorącą prośbą do Boga wszechmogącego, który mocen jest obdarzać wszelkim dobrem daną rodzinę.

ks. Infułat
 

Przeczytaj więcej